Big Ben, London

Weekend w Londynie: gotowy plan zwiedzania na 2 dni

Kamila & Bartek

Londyn w lutym to świetny kieru­nek na city break. Jest chłod­niej i pogoda potrafi być kapry­śna, ale w zamian masz mniej tłumów, łatwiej­sze wejścia do muzeów i dużo bardziej „znośne” centrum niż w sezo­nie. Do tego Londyn po zmroku wygląda świet­nie — świa­tła, mosty, Tamiza i ten filmowy klimat, który zimą czuć jesz­cze bardziej. Ten week­end w Londynie zrobi­li­śmy dokład­nie tak, jak lubimy: dużo chodze­nia, mini­mum kombi­no­wa­nia i same ikony po drodze. Przeszliśmy w dwa dni ponad 30 kilo­me­trów, żeby spraw­dzić, ile da się zoba­czyć w jeden week­end.

W skró­cie:
– Dzień 1 to ikony nad Tamizą + centrum + Sherlock i Natural History Museum.
– Dzień 2 to parki, „królew­skie” miej­sca, trochę zaku­po­wego świata i rejs po Tamizie.
– Płatności w metrze i auto­bu­sach ogar­niesz zbli­że­niowo (karta/telefon).
– Fulham jako baza nocle­gowa spraw­dziło się bardzo dobrze: ciszej, a do metra blisko.
– Największe „wow” wizu­al­nie: Natural History Museum. Rozczarowanie: British Museum.

Tutaj znaj­dziesz wpis o tym jak najle­piej podró­żo­wać z baga­żem podręcz­nym.

a red double decker bus driving down a busy street

Logistyka na weekend w Londynie: Stansted, metro i Fulham

Dojazd z lotniska Stansted

Przylecieliśmy na Londyn–Stansted i zrobi­li­śmy najpro­ściej: pociąg do centrum. Bez korków, bez stresu, po prostu wsia­dasz i jedziesz. Na pierw­szy raz to jest najwy­god­niej­sza opcja, bo nie musisz rozk­mi­niać tras i prze­sia­dek zaraz po lądo­wa­niu.

Tutaj znaj­dziesz oficjalną stronę do zakupu bile­tów na pociąg z lotni­ska Stansted–London.

Transport w mieście (metro i autobusy)

Po mieście poru­sza­li­śmy się głów­nie metrem i auto­bu­sami i tu najlep­sza wiado­mość: wszystko da się ogar­nąć zbli­że­niowo — kartą albo tele­fo­nem.

Metro: odbi­jasz się przy wejściu i koniecz­nie przy wyjściu (inaczej system może nali­czyć prze­jazd gorzej).
Autobus: odbi­jasz się tylko przy wejściu.

Trzy pro tipy, które naprawdę oszczę­dzają zamie­sza­nia:

  1. jedna karta/telefon = jedna osoba,
  2. trzy­maj się jednej metody płat­no­ści w ciągu dnia (nie miksuj raz karta, raz tele­fon),
  3. jak czyt­nik raz zapika inaczej — spokoj­nie, zwykle i tak działa normal­nie.

Nocleg w Fulham: Stylish Studios by LuxeStays Fulham (nasza opinia)

Naszą bazą było Stylish Studios by LuxeStays Fulham i w skró­cie: na week­end w Londynie to był bardzo dobry wybór. Największy plus? Blisko do metra, więc nie traci­li­śmy czasu na dojazdy i wraca­li­śmy wieczo­rem bez kombi­no­wa­nia.

Studio było takie, jak chcie­li­śmy: czysto, przy­jem­nie, wygod­nie — baza do spania i rege­ne­ra­cji po całym dniu chodze­nia. Zameldowanie było bezob­słu­gowe — wejście na kod. Dla nas super, bo zero recep­cji i zero czeka­nia, tylko warto mieć pod ręką wiado­mość z instruk­cją (czasem wpada w spam/zakładki).

Samo Fulham też siadło nam jako loka­li­za­cja: spokoj­niej niż w centrum, a nadal wygod­nie do zwie­dza­nia. Jeśli lubisz inten­sywne zwie­dza­nie, ale nie chcesz spać w samym środku tłumu, to to jest bardzo sensowna baza.

Jeśli dopiero wybie­rasz bazę, zobacz nasz prze­wod­nik gdzie noco­wać w Londynie (dziel­nice, kompro­misy i czego unikać).

Weekend w Londynie –  stansted express

Weekend w Londynie – Dzień 1: przylot i klasyki nad Tamizą

Pierwszy dzień był u nas dniem „wcho­dzimy w Londyn”: przy­lot, szyb­kie ogar­nię­cie się i od razu lecimy w najbar­dziej ikoniczne miej­sca nad Tamizą. Bez spiny, ale też bez marno­wa­nia czasu.

Tower Bridge

Po przy­lo­cie ruszy­li­śmy prosto na Tower Bridge. To idealny start, bo od razu czujesz klimat miasta: rzeka, most, widoki i masa ludzi z apara­tami (my też). Zrobiliśmy swoje zdję­cia, chwilę pospa­ce­ro­wa­li­śmy w okolicy i ruszy­li­śmy dalej.

Jeśli chcesz coś więcej niż „fotka i spacer”, to przy Tower Bridge jest też wejście na Tower Bridge Exhibition (szklana podłoga i wejście do środka mostu). Tego raczej nie ogar­nia się „z marszu” w week­end, bo bywa tłoczno. Najlepiej spraw­dzić i kupić bilet online na konkretną godzinę.

Z Tower Bridge ruszy­li­śmy bulwa­rami w stronę centrum. Co chwilę odwra­ca­li­śmy głowę, bo widok na miasto robi robotę. Wieżowce wyglą­dają jak inny świat, szcze­gól­nie jak trafi się lepsze świa­tło. Po drodze mija się też Tower of London, więc nawet bez wcho­dze­nia do środka masz wraże­nie, że jesteś obok kawałka histo­rii. A jak złapiesz dobry kąt, to w różnych miej­scach cały czas prze­wija się też The Shard.

Weekend w Londynie – Tower Bridge

Spacer bulwarami nad Tamizą

Potem był spacer bulwa­rami. To jest jedna z tych tras, które robią robotę same z siebie. Idziesz wzdłuż wody, co chwilę przy­sta­jesz, patrzysz na mosty i po prostu chło­niesz miasto. Ten odci­nek to takie „Londyn na luzie”.

Fajne jest to, że nie idziesz „od punktu do punktu”, tylko cały czas masz coś po drodze. My zatrzy­ma­li­śmy się na chwilę przy Hays Galleria. To szybki przy­sta­nek „o, fajne miej­sce”, bez plano­wa­nia. No i przy samej rzece co chwilę wpadają ujęcia na łódki, mosty i skyline. Zdjęcia robią się same.

London Eye i Big Ben

W natu­ralny sposób doszli­śmy do dwóch klasy­ków: London Eye i chwilę później Big Ben. Nawet jeśli nie planu­jesz wcho­dzić na koło, warto podejść, bo okolica wygląda jak z pocz­tówki. A Big Ben — wiadomo, obowiąz­kowe zdję­cie i lecimy dalej.

Jeśli jednak chcesz wejść na London Eye, to najle­piej ogar­nąć bilet wcze­śniej. W week­endy kolejki potra­fią zjeść dużo czasu. Rezerwacja na konkretną godzinę robi różnicę.

Od London Eye do Big Bena to dosłow­nie chwila. Przechodzisz kawa­łek i nagle robi się bardzo „pocz­tów­kowo”: Parlament, wieża i tłum ludzi, którzy wszy­scy robią dokład­nie to samo zdję­cie (my też). My dzia­ła­li­śmy tak: szyb­kie ujęcie, jeden rzut oka i dalej, bo w tym miej­scu łatwo utknąć na dłużej.

Spod Big Bena odbi­li­śmy w stronę Whitehall. Od razu czuć, że to już „oficjalny” Londyn. Jest mniej tury­stycz­nego chaosu. Jest więcej klimatu państwo­wego: budynki, pomniki, służby. To fajne przej­ście, bo po drodze też jest co oglą­dać.

Horse Guards Parade

Kolejny punkt to miej­sce z końmi i straż­ni­kami, czyli Horse Guards Parade. I tu najważ­niej­sze: są konie, ale to nie jest atrak­cja do doty­ka­nia. Widzieliśmy typową scenę: ktoś podcho­dzi za blisko, próbuje pogła­skać i usta­wić się „ideal­nie do zdję­cia”. I wtedy straż­nik potrafi krzyk­nąć tak, że pół placu nagle milk­nie. Nie dla show. Po prostu nikt nie będzie ryzy­ko­wał czyje­goś głupiego pomy­słu.

To miej­sce ogląda się normal­nie z zewnątrz, bez bile­tów. Wystarczy podejść, zoba­czyć klimat i zrobić zdję­cia z dystansu. To i tak robi robotę.

Stamtąd ruszy­li­śmy dalej pieszo w stronę świa­teł. I to jest właśnie fajne w tym planie: w pewnym momen­cie prze­cho­dzisz z „mundu­rów i koni” prosto do najgło­śniej­szego centrum. Ten kontrast jest mega londyń­ski.

Piccadilly Circus

Potem był szybki prze­skok do świa­teł i tłumu, czyli Piccadilly Circus. Taki londyń­ski Times Square. Ekrany, hałas, tempo. Męczy po 20 minu­tach, ale i tak warto to zoba­czyć raz.

Z Piccadilly do Chinatown to super krótki spacer. I klimat zmie­nia się w minutę. Najpierw ekrany i hałas, a za chwilę lampiony i zapa­chy z knaj­pek. My lubimy takie przej­ścia, bo masz wraże­nie, że w jeden wieczór „zmie­niasz miasto” kilka razy.

Weekend w Londynie – Piccadilly Circus,

Chinatown

Z Piccadilly prze­szli­śmy do Chinatown. Po zmroku jest tam najlep­szy klimat: lampiony, czer­wone bramy, zapa­chy z jedze­nia i vibe, że nagle jesteś w innym świe­cie. To był świetny moment na spokoj­niej­sze domknię­cie wieczoru.

Po Chinatown mieli­śmy jesz­cze ener­gię, więc wsko­czy­li­śmy w metro i podje­cha­li­śmy na Baker Street. To jest ten moment, kiedy szybki trans­port robi robotę. Nie tracisz czasu na długie przej­ścia. Zmieniasz dziel­nicę w kilka­na­ście minut.

Weekend w Londynie – China Town

Sherlock Holmes Museum

Na Baker Street mieli­śmy na liście Sherlock Holmes Museum. To fajny, krótki punkt. Bardziej dla atmos­fery i zajawki niż na wiel­kie „zwie­dza­nie na pół dnia”.

Tu już w prak­tyce warto liczyć się z bile­tami i kolejką. Jeśli nie chcesz stać, najle­piej spraw­dzić bilety online albo przyjść o mniej oczy­wi­stej godzi­nie. My pode­szli­śmy do tego na luzie: szyb­kie wejście, klimat, i dalej.

Po Baker Street zrobi­li­śmy kolejny prze­skok metrem, bo chcie­li­śmy jesz­cze zoba­czyć Natural History Museum. I to jest fajne w Londynie: takie „duże” punkty ogar­niasz bez kombi­no­wa­nia.

Weekend w Londynie – Sherlock Holmes Museum

Natural History Museum (nasze największe „wow”)

Na koniec dnia dorzu­ci­li­śmy Natural History Museum. Wizualnie to miej­sce jest szto­sem. Sam budy­nek robi efekt „wow” jesz­cze zanim na dobre wejdziesz w wystawy.

W prak­tyce: zwykle da się wejść normal­nie, ale przy dużym ruchu lepiej spraw­dzić wejściówki/rezerwację godziny na oficjal­nej stro­nie. Czasem ratuje to stanie w kolejce. Jeśli masz ogra­ni­czony czas i wybie­rasz jedną rzecz „dla efektu”, to to jest bardzo mocny kandy­dat.

Jeśli wolisz zwie­dzać bez kombi­no­wa­nia z metrem, mamy też gotowe space­rówki: Londyn – 2 piesze trasy.

Weekend w Londynie – Dzień 2: parki, centrum i Londyn z wody

Drugi dzień zrobi­li­śmy trochę spokoj­niej, ale dalej konkret­nie. To był miks: park na oddech, kilka klasy­ków „królew­skich”, trochę popkul­tury i na koniec fajny finał na Tamizie. Takie zwie­dza­nie Londynu w wersji inten­syw­nie, ale bez bezsen­sow­nego biega­nia.

Kensington Gardens

Zaczęliśmy od Kensington Gardens. Po pędzie dnia pierw­szego to była idealna prze­rwa. Więcej prze­strzeni, ciszej, można pocho­dzić bez planu i prze­wie­trzyć głowę.

Tu nie ma żadnych bile­tów. To po prostu dobry reset w środku dnia. Zwłaszcza zimą, kiedy jest mniej ludzi.

Z Kensington Gardens wyszli­śmy prosto w stronę Knightsbridge. I tu jest fajna zmiana klimatu: z parku, gdzie jest spokój, wcho­dzisz w bardziej „elegancki” Londyn. Po drodze mijasz ładne ulice i masz wraże­nie, że wszystko jest bardziej uporząd­ko­wane.

Harrods

Potem prze­skok do Harrodsa. Nawet jeśli nie masz zamiaru nic kupo­wać, warto wejść na chwilę. To bardziej atrak­cja niż sklep. Luksus wylewa się z każdej strony i czło­wiek tylko chodzi i komen­tuje: „okej, tu jest inny świat”.

Wejście jest normalne, bez bile­tów. My potrak­to­wa­li­śmy to jako krótki przy­sta­nek. Wchodzisz, oglą­dasz, wycho­dzisz. I tyle. Jak się wkrę­cisz w „chodze­nie po piętrach”, to nagle znika godzina.

Po Harrodsie poszli­śmy dalej w stronę Buckingham Palace. Ten kawa­łek jest przy­jemny. Jest trochę zieleni po drodze i nie masz wraże­nia, że tylko „prze­miesz­czasz się z punktu do punktu”.

Weekend w Londynie – Harrods

Buckingham Palace

Następnie Buckingham Palace. Musieliśmy spraw­dzić, czy król jest w domu. Najprostsza opcja: patrzysz na flagę. My potrak­to­wa­li­śmy to jako krótki przy­sta­nek. Bez wiel­kiego stania pod bramą.

Z zewnątrz oglą­dasz za darmo. Jeśli ktoś planuje zwie­dza­nie wnętrz, to jest już temat na osobne plano­wa­nie, bo terminy i bilety są konkretne. Na week­en­dowy plan „po ikonach” spokoj­nie wystar­czy podejść i zoba­czyć z zewnątrz.

Po pałacu zrobi­li­śmy prze­skok z powro­tem do centrum. I tu znowu: Londyn lubi kontra­sty. Z „królew­skiego” klimatu wcho­dzisz w tury­styczny środek, gdzie jest głośno i wszystko świeci.

M&M’s World

Później wpadli­śmy do M&M’s World na Leicester Square. Totalny cukier­kowy chaos, ale działa. Zwłaszcza że od razu po wejściu czuć zapach czeko­lady. To jest taki „obowiąz­kowy” przy­sta­nek na 15–20 minut, nawet jeśli nic nie kupu­jesz.

Tu też nie ma bile­tów. To sklep. Wchodzisz, oglą­dasz i wycho­dzisz, kiedy masz dość.

Z Leicester Square do Chinatown jest dosłow­nie chwila. Wychodzisz z tego cukier­ko­wego chaosu, robisz kilka minut spaceru i nagle jest czer­wono od lampio­nów. My wpadli­śmy tam jesz­cze raz na krótko, bo po prostu lubimy ten klimat.

Weekend w Londynie – m&m's World London

British Museum

Na koniec dorzu­ci­li­śmy British Museum i tu uczci­wie: to było nasze najwięk­sze rozcza­ro­wa­nie. Spodziewaliśmy się czegoś innego, a wyszło tak, że „brytyj­skich” rzeczy jest tam zaska­ku­jąco mało. Większość to ekspo­naty z innych części świata.

Jeśli masz mało czasu, najlep­sza taktyka to „wersja mini­mum”: mumia i Kamień z Rosetty. I wycho­dzisz. Nie ma sensu udawać, że ogar­niesz całość w godzinę.

Wstęp do głów­nych sal jest zwykle bezpłatny, ale przy więk­szym ruchu warto spraw­dzić na oficjal­nej stro­nie, czy nie ma rezer­wa­cji wejścia na godzinę. To pomaga unik­nąć kolejki.

Po muzeum zaczę­li­śmy scho­dzić w stronę Tamizy, bo finał miał być na wodzie. I już samo dojście wieczo­rem robi klimat. Miasto jest wtedy zupeł­nie inne niż w dzień.

Weekend w Londynie - British Museum

Rejs Uber Boat

Finał dnia (i całego wyjazdu) był świetny: wieczo­rem rejs Uber Boat. To lepsze niż drogie statki wyciecz­kowe, bo masz podobny widok i klimat, tylko w wersji bardziej „normal­nej”. Jak część miasta, a nie atrak­cja z folderu.

Praktycznie: ogar­niasz to jak trans­port. Najwygodniej działa płat­ność zbli­że­niowa (karta/telefon). Wsiadasz i płyniesz. A Londyn po zmroku z poziomu rzeki wygląda super: podświe­tlone mosty, świa­tła odbi­ja­jące się w wodzie i miasto, które nagle robi się bardziej filmowe.

Tutaj znaj­dziesz infor­ma­cje o Uber Boat / Thames Clippers w Londynie.

Podsumowanie: czy taki weekend w Londynie wystarczy?

Czy dwa dni wystar­czą? Naszym zdaniem tak — taki week­end w Londynie pozwala zoba­czyć naprawdę dużo i poczuć klimat miasta. Ale mieli­śmy dokład­nie to uczu­cie po udanym city breaku: brako­wało nam jesz­cze kilku godzin, żeby dorzu­cić parę miejsc, na które już nie star­czyło czasu. Więc plan działa, ale też mamy pewność, że Londyn będzie do powtó­rze­nia.

Intensywność była w sam raz jak na nas. My zawsze robimy dużo kroków i zwie­dzamy „ile się da”, więc to nie był plan, który nas zabił — raczej taki, po którym wieczo­rem czujesz satys­fak­cję, że dzień został dobrze wyko­rzy­stany.

Największe wraże­nie zrobiło na nas Natural History Museum — wizu­al­nie, archi­tek­to­nicz­nie, totalny „wow”. Największe rozcza­ro­wa­nie: British Museum, bo spodzie­wa­li­śmy się więk­szej dawki „brytyj­sko­ści”, a dosta­li­śmy głów­nie rzeczy z innych części świata. Jeśli lubi­cie takie miej­sca, to zebra­li­śmy też inne spraw­dzone darmowe atrak­cje w Londynie.

Jeśli planu­jesz week­end w Londynie, skopiuj ten plan i dopa­suj go pod siebie — a jeśli masz swoje pewniaki, które koniecz­nie trzeba dorzu­cić do trasy, daj znać w komen­ta­rzu.


Po powrocie zerknijcie też na:

Udostępnij ten artykuł
Brak komentarzy